Hollywood 2.5 oraz Designer 2.0

W pierwszej połowie lat 90-tych, jednym z najbardziej rozpoznawanych i flagowych programów dla Amigi była Scala. Program na owe czasy rewelacyjny, który pozwalał Amidze przez długie lata dominować w zakresie prezentacji multimedialnych. Niestety po bankructwie Commodore, Scala dosyć szybko opuściła amigowy rynek, a jej następców przez długie lata nie było widać. Tę niekorzystną sytuację postanowił zmienić Andreas Falkenhahn, z Airsoft Softwair i w 2002 roku rozpoczął pracę nad programem Hollywood.

Program już od pierwszych wersji zapowiadał się naprawdę dobrze, jednak brak wersji demo, dosyć wysoka cena, oraz w początkowym czasie także dosyć niewygodna obsługa sprawiły, że długo czekałem z jego zakupem. Hollywood jednak stale ewoluował, pojawił się plugin potrafiący obsługiwać prezentacje wykonane w Scali, dodatek Desinger, znacznie ułatwiający tworzenie prezentacji, natomiast liczne dzieła wykonane w Hollywoodzie, znajdujące się w archiwach Aminetu czy OS4Depot, rekompensowały w pewnym stopniu brak demowersji i pokazywały co ten program potrafi. Ostatecznie wraz z pojawieniem się Hollywood 2.5 oraz Designera 2.0, zdecydowałem że ten soft muszę mieć.

Cena pełnego pakietu zawierająca Hollywood 2.5, Designer 2.0 oraz plugin Malibu wynosi 149 euro. Air Softwair oferuje możliwość zakupu wysyłkowo (za dopłatą 4 euro) lub online, gdzie program musimy ściągnąć i wypalić sobie sami. Uznałem, że wersja na płycie to strata czasu i dodatkowych pieniędzy, więc zamówiłem wersję rozpowszechnianą poprzez Internet. Zakupu dokonałem za pośrednictwem serwisu PayPal i jeszcze tego samego dnia (pomimo, że była to niedziela) dostałem od autora maila z informacją jak pobrać jego program. Do zestawu dodatkowo były dołączone dwa małe programy, które tworzą spersonalizowane obrazy ISO.

Po wypaleniu tych obrazów można już przystąpić do właściwej instalacji. Instalator pyta nas o system pod jakim ma działać. Standardowo jest ich aż 5 (4 dla Desingera), jednak Amigowców z pewnością zainteresują tylko trzy z nich: AmigaOS 3.x (68k), AmigaOS 3.x (WOS) oraz AmigaOS 4.0, jako posiadacz tego ostatniego wybrałem rzecz jasna wersję dla OS4. Sam proces kończy się dosyć nietypowo, bo efektowną prezentacją możliwości programu. Muszę przyznać, że robi to piorunujące wrażenie i od pierwszych chwil uświadamia użytkownikowi, że Hollywood jest czymś niespotykanym w szarym świecie oprogramowania amigowego ostatnich lat.

Po pierwszym uruchomieniu szybko przekonujemy się, że Hollywood jest czymś znacznie lepszym od zwykłego programu do tworzenia prezentacji. Załączone przykłady zastosowania programu, to w wielu przypadkach całkiem użyteczne aplikacje, które dostajemy niejako w bonusie. Mamy więc klon AmigaAmpa, oraz odtwarzacz modułów wyglądem przypominający szafę grającą, zegarek systemowy, przelicznik walut, kolorowankę, gry w Puzzle czy Pacmana.

Oczywiście poza przykładami aplikacji, mamy także sporo innych prezentacji, które można podzielić na dwie kategorie, pierwsza sucho pokazująca możliwości programu, np. efekty przejść, operacje na fontach, czy wykrywanie kolizji oraz druga grupa, którą nazwałbym artystyczną (prezentacje multimedialne, demka, intra itp.). Poza uruchomieniem, każdy z przykładów możemy sobie skompilować (na 5 różnych sposobów, w tym 3 dla systemów amigowych), jak również obejrzeć jego źródła. To w zasadzie wszystko czego możemy dokonać z poziomu Hollywood. Aby samemu tworzyć przykłady potrzebny nam jest edytor tekstu, oraz dobra znajomość języka skryptowego, który w wypadku Hollywood, jest mieszaniną Amiga E, Basica, C, Pascala oraz LUA, z głównym naciskiem na ten ostatni. Ponieważ moje umiejętności w zakresie programowania są raczej mierne postanowiłem ułatwić sobie sprawę korzystając Designera.

Designer jest narzędziem, które pozwala na tworzenie prezentacji bez uciekania się do wpisywania uciążliwych skryptów. Program składa się z trzech okien. Główne, gdzie na bieżąco możemy obserwować i edytować wygląd naszej prezentacji oraz dwóch okien będących menadżerami stron i obiektów. Jeśli chcemy stworzyć prezentację o nazwie "Amiga", to Designer automatycznie utworzy podkatalog o tej samej nazwie, gdzie będą lądowały wszystkie dane użyte w prezentacji. Jest to rozwiązanie bardzo wygodne, które uwalnia użytkownika posiadającego dane np. na płycie CD czy w RAM dysku, od wcześniejszego kopiowania ich do jakiejś określonej lokalizacji na twardym dysku. Oczywiście takie rozwiązanie niesie za sobą ryzyko, że podkatalog "Amiga" zacznie nam pęcznieć od automatycznie przekopiowanych, niepotrzebnych obiektów, które początkowo chcieliśmy użyć, lecz z nich zrezygnowaliśmy. Na szczęście autor Designera przewidział taką ewentualność i wkomponował w program użyteczne narzędzie "Project data manager", które wyświetla nam wszystkie dane zawarte w podkatalogu z prezentacją.

Potrzebne dane są podświetlane odpowiednim kolorem (wraz z opisem na jakich stronach ich użyliśmy), natomiast na czarno widzimy dane niepotrzebne, które bez wychodzenia z programu możemy od razu skasować. Jak wiadomo każda prezentacja musi zawierać przynajmniej jedną, a najczęściej więcej stron. Hollywood oferuje nam cztery typy stron, pierwszy z nich to jednolite tło o dowolnym kolorze z 24-bitowej palety, jeśli jednolite tło wydaje się nam za mało efektowne możemy skorzystać z gradientu bądź wypełniania teksturą, ostatnim typem strony jest rzecz jasna obrazek bitmapowy. Na każdą stronę możemy nałożyć efekt wejścia, efektów tych jest blisko 80.

Dla każdego efektu możemy ustalić jedną z trzech prędkości, a dodatkowo dla niektórych można ustalać różne style, co sprawia, że efektów widzialnych dla oka jest tak naprawdę znacznie więcej. Do każdej strony możemy dodać dźwięk w postaci sampla lub modułu Protrackera. Możemy także określić czas wyświetlania strony w milisekundach, nie musimy jednak tego robić, można także dać możliwość odbiorcy, aby sam dokonał wyboru jak długo chce daną stronę oglądać, wówczas wystarczy ustawić opcję zakończenia poprzez naciśnięcie klawisza myszy czy np. spacji. Opcji dotyczących strony jest jeszcze więcej, jednak nie sposób w krótkim tekście dokładnie wszystkiego opisać. Przejdę więc do obiektów, bez których żadna prezentacja będąca czymś więcej niż pokazem slajdów nie mogłaby się obyć.

Podstawowym obiektem przy prezentacjach jest tekst. W Designerze zawarty jest miniprocesor tekstu. Z jego poziomu możemy wpisywać tekst z podstawowymi atrybutami (pogrubienie, pochylenie i podkreślenie), możemy także wyrównywać tekst na trzy sposoby oraz dokonywać kilku innych standardowych operacji typu wytnij, kopiuj, wklej. W czasie tworzenia prezentacji możemy korzystać z dowolnych fontów, przy czym fonty bitmapowe mają swoje ograniczenia i zdecydowanie lepiej używać jest fontów wektorowych. Obsługa tych ostatnich stoi na naprawdę wysokim poziomie. Na czcionkę można nałożyć dowolny kolor, dodatkowo możemy otoczyć ją obwódką o dowolnej grubości i kolorze, oraz cieniem, gdzie poza kolorem i grubością możemy ustawić także jego kierunek oraz stopień przezroczystości. Oczywiście istnieje możliwość włączenia antyaliasingu, dzięki czemu napisy wyglądają naprawdę dobrze.

Kolejnym typem obiektów są wycinki, które mogą być dowolnym obrazkiem w formacie obsługiwanym przez systemowe datatypy. Obrazki można dowolnie skalować, na podobnej zasadzie jak ma to miejsce w programach do grafiki wektorowej, z tym że grafika bitmapowa, szczególnie skalowana z rozdzielczości mniejszej na większą, drastycznie traci na jakości. W produkcie Airsoft Softwair, istnieje możliwość skalowania z włączonym antyaliasingiem, dzięki czemu tak przeskalowane obrazki, choć wciąż nieidealne, wyglądają jednak w miarę dobrze. Istnieje możliwość nadania obrazkom przezroczystości, można to uczynić na dwa sposoby, przez włączenie kanału alfa (dla formatów które go obsługują), bądź też wyłączyć dany kolor na zbliżonej zasadzie do maski, stosowanej w programach malarskich. Wycinki można także obracać o dowolny kąt, a także centrować ich pozycję w poziomie i pionie, bądź też ręcznie ustalić ją podając współrzędne w pixelach. Poza wyżej wymienionymi opcjami dostępne są także te, które wymieniłem w momencie opisu stron. Na każdy obiekt można więc nałożyć efekt, przy czym w tym przypadku możemy to zrobić nie tylko dla wejścia, ale również zejścia. Ponadto można ustalać czas jak i zdarzenia wywołane użyciem myszy czy klawiatury. Przy tym temacie warto zatrzymać na dłużej, gdyż zdarzenia nie ograniczają się bynajmniej do możliwości wyjścia z prezentacji czy przeskoczenia na następną stronę. Można wywołać ukryty przedtem obiekt, bądź też wprost przeciwnie, ukryć obiekt przedtem widoczny. Można przeskoczyć o kilka stron do przodu, kliknięciem, możemy także wywołać/przerwać dźwięk, otworzyć dowolny zewnętrzny program wraz z odpowiednimi parametrami oraz dokonać jeszcze kilku innych operacji.

Można też pod dane zdarzenie podpiąć skrypt, do tego celu służy kolejny już edytor tekstu zawarty w Designerze. Od poprzedniego służącego do tworzenia napisów, różni się rzecz jasna brakiem możliwości dodawania atrybutów czy wyrównywania tekstu, jest za to potrzebne w takich wypadkach narzędzie sprawdzające poprawność kodu oraz szybki podgląd dostępnych komend.

Wszystkie operacje opisane powyżej mogą być także użyte dla większości pozostałych typów obiektów, czyli:

Cechą wspólną tych obiektów jest to, że początkowo są czarną wypełnioną płaszczyzną, ale oczywiście Hollywood oferuje zmianę tego stanu rzeczy na wiele sposobów. Mogą być wyświetlane w trybie outline, czyli być przezroczyste w środku, przy czym rzecz jasna mamy wpływ na kolor i grubość obwódki. Tudzież być wypełnione w jednym z trzech trybów, które wymieniłem przy opisie stron (jednolity kolor, gradient, pattern). Podobnie jak w wypadku fontów istnieje dla tych obiektów możliwość dodania cienia o dowolnym kolorze, orientacji wielkości i przezroczystości.

Ponadto istnieją jeszcze trzy typy mające nieco mniej wspólnego z opisywanymi powyżej (choć nie do końca, sporo opcji nadal pozostaje wspólnych).

Tak w wielkim skrócie przedstawia się lista niezbędnych informacji potrzebnych do pracy z programem. Prezentacje tworzymy niczym domek z klocków lego, dodając kolejne strony i obiekty oraz nakładając różnorakie efekty i zdarzenia.

Na etapie tworzenia prezentacji możemy odtwarzać swoje dzieło bezpośrednio z poziomu Designera, co jest nawet wygodniejsze niż korzystanie z Hollywood, gdyż w tym wypadku mamy możliwość pominięcia początkowych stron i rozpoczęcie odtwarzania od tej, która nas aktualnie interesuje. Ten element ułatwia i tak już łatwą i wygodną edycję. Program jest naprawdę intuicyjny i zdecydowanie wygrywa pod tym względem z nieskomplikowaną w obsłudze Scalą.

Tworzenie prostych aplikacji za pomocą Designera, nie powinno nastręczać trudności użytkownikom, którzy wcześniej nigdy nie zetknęli się z programowaniem, natomiast prostą prezentację jest wstanie wykonać nawet kilkuletnie dziecko. Zaawansowane możliwości programu w połączeniu z prostotą jego obsługi to niewątpliwie zalety, ale Hollywood jak każdy program ma również wady. Wadą odczuwalną przez mieszkańców naszego kraju, jest z pewnością brak polskiej lokalizacji, ale chyba przede wszystkim cena, 600 złotych to prawie tyle ile wynosi netto najniższa pensja krajowa, a to nie mało, z drugiej strony warto przypomnieć, że w 1995 r. Scala czy MediaPoint kosztowały w granicach 1000 zł (wówczas było to 2.5 takiej pensji), więc z tej perspektywy program jest relatywnie dużo tańszy a możliwości ma jednak większe.

Jeśli pominiemy kwestie cenowe to program w zasadzie nie ma większych wad, szczególnie patrząc z perspektywy użytkownika AmigaOS 4. Użytkownicy starszych wersji systemu Amigi mogą takie wady dostrzegać, ale wynikać one będą częściej z przeskoczenia przez Hollywood możliwości tych systemów niż z jakiś zawinionych błędów czy niedopatrzeń Andreasa Falkenhahna. Użytkownicy AmigaOS 3.x z pewnością odczują brak obsługi fontów wektorowych (a co za tym idzie nie działanie kilku opcji dotyczących fontów) oraz powolność niektórych efektów, szczególnie w wyższych rozdzielczościach. Wersja dla WOSa jest dodana eksperymentalnie i nie wszystko działa w niej jeszcze zupełnie dobrze, ponadto w mniejszym stopniu, ale jednak, dotykają jej te same bolączki co wersję 68k. Poza Amigą program można uruchomić także na innych platformach, ale tutaj również występują problemy. Dla AROSa nie ma natywnie działającego Designera. Dokumentacja podaje, że problemem w wersji dla systemu MOS, jest brak wsparcia dla animacji, ze względu na brak w tym systemie odpowiednich datatypów.

Jestem przekonany, że program jest w stanie wywołać podziw u każdego Amigowca, a także u użytkowników pozostałych platform na które został wydany. Duże możliwości edycyjne, mnogość efektów, możliwość tworzenia nie tylko zwykłych prezentacji, ale również programów i gier, wyświetlanie starych prezentacji Scali na ekranie karty graficznej, tworzenie plików wykonywalnych dla trzech różnych platform (w tym trzech różnych wersji dla samego AmigaOS) oraz profesjonalizm, który na każdym kroku daje się wyczuć muszą wywierać pozytywne wrażenia.

Warto może dodać, że Hollywood jest obok PageStreama ostatnim dużym komercyjnym programem dla Amigi, który nie jest portem z innych platform. Przy czym, o ile PageStream jedzie od 20 lat niejako siłą rozpędu, to Hollywood zaczął powstawać w okresie największej beznadziei, tworzony od zera przez małą jednoosobową firmę. Program ten udowadnia, że nawet tak małe firmy, dysponujące niewielkimi środkami potrafią tworzyć naprawdę wielkie arcydzieła.

Rafał Chyła